Obudziłam się wczesnym rankiem. Wyszłam s groty by odetchnąć świeżym powietrzem. Niestety nie mogłam tak długo siedzieć bo zaczęło padać. Wbiegłam do jaskini. Byłam cała przemoczona. Wiatr zawiał do mojej jaskini i poprzewracał wszystkie rzeczy. Zaczęłam je układać. Gdy podnosiłam stare poroże jelenia usłyszałam pisk. Ułożyłam poroże na miejsce, a tam gdzie ono wcześniej leżało ujrzałam coś dziwnego.
-Co to - zapytałam sama do siebie.
-COŚ - odpowiedziała mała puchata kulka.
-Coś? No powiedz. Czym, albo raczej kim jesteś - nalegałam.
-Jestem Mało Tajemniczym Cosiem.
-Dobrze Mało Tajemniczy Cosiu. Co tu robisz?
-Coś.
-No powiedz co. Nic ci nie zrobię.
-No dobrze proszę wilka. Szukam tu mojej torby.
-Czemu akurat tu?
-No bo szedłem sobie przez las gdy nagle zaczęło strasznie padać. Szukałem jakiejś kryjówki. Niestety torba zaczepiła mi się o gałąź gdy tak panicznie skakałem po drzewach. Wisiałem tak, aż zaczął wiać wiatr. Zdmuchną mnie z gałęzi, a torba poleciała właśnie do tej groty - opowiadał chodząc po półkach wyrzeźbionych w skale.
-Nie przejmuj się. Pomogę ci - uśmiechnęłam się.
Zaczęliśmy przesuwać wszystkie rzeczy.
***
Pół godziny później.
***
-No i nie ma! Co ja teraz pocznę - COŚ zaczął płakać.
-A miałeś tam coś ważnego?
W tym momencie przyszedł do nas Dam. W łapie trzymał małą torbę.
-Cic, wiesz co to - zapytał podając mi torbę.
-To moje! Znalazła się! Dziękuje proszę wilka - COŚ krzyknął z radości.
-Eeeeee... Kto to - Dam podrapał się po głowie.
-Długo by opowiadać - uśmiechnęłam się.
COŚ wyjął ze swojego pakunku okulary po czym je założył.
-Teraz widzę znacznie lepiej!
niedziela, 30 czerwca 2013
sobota, 29 czerwca 2013
Od Ciconii CD Hisotrii Damiena - Jak tu się zjawiłem.
-Ciconia... Co ty tu robisz - zapytałam.
-Błąkam się. A co?
-No bo ja właśnie założyłam watahę. Chciałbyś dołączyć - uśmiechnęłam się.
-Oczywiście!
Oprowadziłam nowego członka po okolicy. Wieczorem przysiedliśmy razem na starym pniu który leżał tu już od dłuższego czasu. Zawiał lekki wietrzyk.
-Czemu założyłaś tą watahę -zapytał Dam.
-Długo by o tym mówić... Powiedzmy że rodzina mnie opuściła.
Spojrzałam na księżyc który pojawił się na niebie. Było już późno. Pożegnaliśmy się i pognaliśmy do swoich grot...
-Błąkam się. A co?
-No bo ja właśnie założyłam watahę. Chciałbyś dołączyć - uśmiechnęłam się.
-Oczywiście!
Oprowadziłam nowego członka po okolicy. Wieczorem przysiedliśmy razem na starym pniu który leżał tu już od dłuższego czasu. Zawiał lekki wietrzyk.
-Czemu założyłaś tą watahę -zapytał Dam.
-Długo by o tym mówić... Powiedzmy że rodzina mnie opuściła.
Spojrzałam na księżyc który pojawił się na niebie. Było już późno. Pożegnaliśmy się i pognaliśmy do swoich grot...
Od Damiena - Jak tu się zjawiłem.
Siedziałem sobie w lesie. Na drzewie. Nagle usłyszałem pod sobą trzask
gałęzi i odgłosy łap. Spojrzałem. Była to przyczajona, czarno biała
wilczyca. Zszedłem cicho z drzewa. Ukryłem się. Wziąłem rozpęd i... z
zamachem wpadłem na wilczycę. Toczyliśmy się tak az wpadliśmy do
jakiegoś jeziorka. Gdy już udało nam się wygramolić wilczyca spytała:
- Jak się nazywasz? Nie znam cię.
- Jestem Damien. A ty?
< Ciconia? >
- Jak się nazywasz? Nie znam cię.
- Jestem Damien. A ty?
< Ciconia? >
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
